W Beskidach taniej, ale pustawo

W Beskidach ceny poszły w dół. Jednak turystów jest niewielu. — Póki nie będziemy mieli takich atrakcji jak aquaparki, póty tak, niestety, będzie — uważa Zbigniew Śliwiński z Beskidzkiej Izby Turystyki.


Jeszcze we wrześniu w Beskidach turystów było sporo. Głównie rodziny z
małymi dziećmi i studenci wędrujący po górach. Jednak teraz hotele i
pensjonaty opustoszały. Przyjeżdżają głównie firmy na imprezy
integracyjne i szkolne wycieczki. Górale już myślą o zimie – bywały
lata, gdy w listopadzie w Beskidach dało się jeździć na nartach.

Tymczasem w Beskidach jest teraz znacznie taniej niż w lipcu czy
sierpniu. — Ceny nie spadają co prawda tak bardzo jak nad morzem, gdzie
większość ludzi przyjeżdża tylko latem, ale w Wiśle jest i tak dużo
taniej niż w sezonie, bo o blisko 30 proc. — zaprasza do Wisły Paweł
Brągiel ze Stowarzyszenia Przyjaciół Miasta „Imko Wisełka”.

Podobnie jest w innych beskidzkich miejscowościach, np. Brennej czy
Szczyrku. Spadają ceny zarówno w prywatnych tanich kwaterach, jak i w
eleganckich drogich hotelach. Jeżeli spędzimy teraz przynajmniej trzy
doby w wiślańskim czterogwiazdkowym hotelu Stok, za nocleg w
dwuosobowym pokoju ze śniadaniem i obiadokolacją zapłacimy tylko 130 zł
od osoby. Ceny obniżył także inny luksusowy hotel w Wiśle -
Gołębiewski. Tutaj tygodniowe wczasy kosztują teraz 1368 zł od osoby.
Hotel zaprasza zwłaszcza rodziny – dzieci do lat siedmiu nie płacą za
pobyt, czeka na nie wiele atrakcji – np. pokazy karate czy nauka
gotowania.

Nie tylko spadającymi cenami górale kuszą turystów. Przygotowali wiele
innych posezonowych promocji i atrakcji. Np. ustroński hotel Tulipan
gościom, którzy przyjadą na dłużej niż cztery doby, oferuje gratis:
relaks w saunie fińskiej, wypożyczenie kijów do nordic walking, roweru
i grę w bilard.

Mimo niższych cen w Beskidach jest pustawo. — Zainteresowanie jest
głównie pobytami weekendowymi. Przeważają turyści ze Śląska — mówi
Jolanta Lechowicz ze Szczyrkowskiego Biura Kwater Prywatnych.

Turyści, którzy zdecydowali się na jesienne wczasy, bardzo sobie chwalą
pobyt w Beskidach. — Cisza, spokój, nie ma tłoku w restauracjach. A
pogoda jest przecież piękna, można chodzić po górach — cieszy się z
urlopu w Wiśle Stefan Kazimierczyk z Warszawy. — Aż się dziwię, że
ludzi jest tak mało — dodaje.

Zbigniew Śliwiński, właściciel hotelu Cis i zajazdu Horolna w Przybędzy
oraz działacz Beskidzkiej Izby Turystyki, mówi, że póki nie będzie u
nas takich niezależnych od pogody atrakcji jak aquaparki, góry będą
żyły od sezonu do sezonu. I nic nie dadzą wyprzedaże i obniżki. — Jest
też inna sprawa, kulejąca promocja. Przeznaczone na to budżety gmin są
mizerne, nasze miejscowości nie wykorzystują też ogromnych możliwości,
jakie daje internet. W zasadzie promują się tylko Wisła i Szczyrk.
Niestety, wyjazd na targi w Poznaniu czy Katowicach to za mało, żeby
powalczyć o posezonowych turystów — mówi. — A szkoda, po złota polska
jesień w górach jest tak piękna, że chowają się przy niej wszystkie
cuda świata — uważa.

źródło: gazetacodzienna.pl


Inne wpisy z danej kategorii: Aktualności

RSSKomentarze (0)

Trackback URL